piątek, 26 listopada 2010

Portugalskie opowiastki

Karmelici- historia Portugalii w pigułce, czyli o rycerzu, który został świętym.


Zwiedzając Lizbonę, trudno nie zauważyć górujących nad nią malowniczych ruin kościoła karmelitańskiego. Ten niegdyś podobno najpiękniejszy i najbogatszy kościół Lizbony, zburzony został, podobnie jak większość miasta, przez trzęsienie ziemi w 1755 r.
W odróżnieniu od innych budowli, nie został jednak odbudowany. Na jego miejscu nie postawiono także innych zabudowań. Postanowiono, iż ruiny pozostaną widocznym świadectwem największej tragedii w dziejach tego miasta.

Historia tego miejsca związana jest nierozerwalnie z osobą jego fundatora, Nuno Álvares Pereiry.























Był on jednym z przyjaciół przyszłego króla, Jana Dobrego, któremu pomógł w dojściu do tronu. Klasztor i kościół karmelitów został zbudowany w podzięce za wygraną bitwę pod Aljubarrotą (1385 r.), w której to połączone siły portugalsko - angielskie rozbiły wojska Kastylijczyków, roszczące sobie pretensje do portugalskiego tronu.

Król Jan był założycielem nowej dynastii Avis, panującej w Portugalii przez następne 200 lat. Jego wierny sługa Nuno, kilkanaście ostatnich lat swojego życia spędził w ufundowanym przez siebie klasztorze. Wstąpił do zakonu, gdzie znany był jako brat Nuno od Najświętszej Marii. Wyróżniał się podobno bogobojnym życiem, pomagając biednym, chorym a zwłaszcza dzieciom. W roku 2009 został nawet kanonizowany.
Zanim poświęcił się jednak służbie bożej, zdążył spłodzić córkę, której jeden z potomków został założycielem ostatniej portugalskiej dynastii królewskiej, Braganza...




Hiszpański zabójca na lizbońskim Akwedukcie

Niewątpliwie jedna z solidniejszych budowli w Lizbonie. Przetrwała nawet potworne trzęsienie ziemi w 1755 r. Ma 18 km długości, 109 łuków, z czego 35 wysokich na 65 m i szerokich na 28 m.
Lizboński akwedukt dostarczał wodę Lizbonie nieprzerwanie od 1748 do 1967 r. Jako budowla o największych kamiennych łukach, znalazł nawet swoje miejsce w Księdze Rekordów Guinessa.

Z Akweduktem związana jest również mroczna historia, nadająca się na kolejny odcinek przygód Sherlocka Holmesa. Akwedukt od zawsze wykorzystywany był również jako ciąg spacerowy. W XVIII w dwór królewski przemieszczał się tędy z pałacu w Queluz do pałacu w Mafrze. Również mieszkańcy Lizbony skracali sobie drogę, wybierając przejście prostym „traktem akweduktowym”, zamiast wdrapywać się na kolejne lizbońskie wzgórza.

W pierwszej połowie XIX w. Nastąpiła jednak dziwna eskalacja zgonów w pobliżu Akweduktu. Początkowo składano ją na karb samobójców, szukających efektownego miejsca na rozstanie się z życiem. Kiedy jednak w roku 1837 odnotowano 37 takich przypadków, policja wzięła się ostro do roboty i odkryła, iż powodem tych masowych śmierci jest morderca – rabuś.
Mieszkający w Lizbonie Hiszpan, Diogo Alves, wszedł w posiadanie kluczy, którymi na noc zamykano przejście przez Akwedukt. Rabował przechodniów a ich ciała zrzucał z najwyższych łuków Akweduktu, pozorując samobójstwo.
Został on w roku 1841 pojmany, osądzony i stracony. Odciętą głowę naukowcy zabrali celem badań medycznych, mających wyjaśnić przyczynę popełnienia przez Hiszpana takiej ilości zbrodni. Podobno do dziś, zakonserwowana w formalinie, znajduje się w zbiorach Muzeum Medycyny w Lizbonie..


Warto obejrzeć - reportaże o lizbońskim akwedukcie i systemie podziemnych korytarzy wchodzących w skład dawnych miejskich wodociągów (w j. portugalskim, jednak obrazy mówią same za siebie)

Aqueduto das Águas Livres



Reservatorio da Patriarcal



Jedną ze składowych części tego skomplikowanego systemu korytarzy i pomieszczeń jest tzw. Chafariz do Vinho, w którym to obecnie mieści się jedna z najbardziej znanych lizbońskich winotek.
Przeczytajcie, co o niej pisze The New York Times



Lizbońska apokalipsa

1 listopada 1755 roku.
Dzień był słoneczny, bez chmur na niebie. Wszędzie zapalano świece i oliwne kaganki, jak zwykle czcząc w ten sposób dzień Wszystkich Świętych. Kościoły pękały w szwach- wszak rozpoczynał się się 40 dniowy okres odpustów.
O 9.40 następuje pierwszy potężny wstrząs, zaraz po nim przychodzi kilka następny, równie silnych. Domy zaczynają się zapadać a w centrum Lizbony powstają w ziemi rozstępy szerokie nawet do 5 m.
W sumie trzęsienie trwało około 8 i pół minuty, powodując niewyobrażalną katastrofę. Lizbona leży w gruzach, a miasto ogarnia inny żywioł- ogień. W kilka sekund ruiny- w dużej mierze również drewniane, zostały pochłonięte przez morze ognia z topiącego się wosku, wypływającego z setek lizbońskich kościołów. Niebo spowite było gęstymi oparami dymu i siarki. W kościołach w ciągu kilku zaledwie minut zginęło bądź zostało uwięzionych tysiące modlących się ludzi.
Ci którzy przeżyli, kierowali się w stronę największego placu Lizbony, położonego przy rzece. Niestety tego dnia wszystkie żywioły sprzysięgły się przeciwko Lizbończykom... Wody Tagu zaczęły się w pierwszej chwili cofać, aby za moment powrócić w formie tsunami. Fala o wysokości 20 metrów wtargnęła na 250m w głąb miasta niszcząc to, czego nie zburzyło trzęsienie i nie strawił ogień.
Jedynym pasującym słowem do tego co się wtedy działo jest apokalipsa.

W tym tragicznym dniu zginęło około 90 tysięcy ludzi, zniszczeniu uległa większa część Lizbony.
Ogień trawił miasto przez prawie 6 dni i nocy a dym widoczny był nawet w odległym o 60 km mieście Santarem. Świadkowie pisali iż ulicami spływały w kierunku Tagu rzeki... złota, topiącego się ze zdobień kościołów i pałaców.
Ogrom nieszczęścia wywoływał u ludzi eksplozję złych emocji, niejednokrotnie tłumionych przez całe życie. Słudzy i niewolnicy rabowali i zabijali swoich panów. Bandy złoczyńców i zabójców, zbiegów z więzień, plądrowały zrujnowane domostwa i terroryzowały tych którzy przeżyli katastrofę.



Lizbonę, jaką widzimy obecnie, zawdzięczamy w zasadzie w całości wizji królewskiego kanclerza, markiza de Pombal. Zapewne z dumą patrzy na „swoje miasto” z ogromnego pomnika, jaki został ustawiony na rondzie, noszącym oczywiście jego imię.


Święty Antoni Padewski czy Lizboński...?

Do kogo wzdychamy, kiedy zgubimy jakiś przedmiot, bądź kiedy zaginie ktoś z naszych bliskich..? Oczywiście do św. Antoniego! Padewskiego naturalnie. Wbrew pozorom, nie pochodzi on jednak z włoskiego miasta Padwy. Fernando Martim de Bulhões e Taveira Azevedo, jak można przypuszczać po przydługawym nazwisku, pochodził z szacownej ale ... portugalskiej rodziny.
W roku 1219 został kapłanem a dzięki spotkaniu ze św. Franciszkiem i swoim zdolnościom oratorskim, został mianowany głównym kaznodzieją zakonu franciszkańskiego. Cieszący się już za życia sławą świętego, po swojej śmierci został błyskawicznie kanonizowany. Ówczesny papież potrzebował na to zaledwie...jednego roku!

Pomimo iż oficjalnym patronem Lizbony jest św. Wincenty, to jednak w rzeczywistości św. Antoni na stałe zagościł w sercach Lizbończyków. Dają temu wyraz w największym lizbońskim święcie, mającym miejsce raz w roku, 12 czerwca. W noc z 12 na 13 czerwca Lizbona nie śpi. Wszyscy wychodzą na ulice i bawią się do białego rana.






Pieprzowy klasztor za 5%

13 grudnia 2007 w krużgankach klasztoru w Belém, oświetlonych jak zwykle przez przepiękne słońce, podpisany został akt kładący podwaliny pod zwierającą swoje szyki Unię Europejską.

510 lat wcześniej w leżącej nieopodal kapliczce modlił się wyruszający w podróż swego życia Vasco da Gama. Wrócił z niej opromieniony sławą człowieka, który jako pierwszy opłynął Afrykę, odnajdując morską drogę do Indii. Czyn ten przyczynił się do szybkiego rozwoju portugalskich kolonii i co za tym idzie, do bogactwa napływającego szerokim strumieniem do Portugalii.



Jego niebagatelną częścią były przychody z handlu towarem wydającym się dzisiaj rzeczą dość banalną- do kupienia w każdym sklepie spożywczym...
Chodzi oczywiście o przyprawy- pieprze, goździki, cynamon. To właśnie dzięki 5 % podatkowi nałożonemu przez ówczesnego króla, Manuela I, w dużej mierze sfinansowano ten absolutnie unikalny w skali europejskiej zabytek. Przez kilkadziesiąt lat, owe pięć procent, będące równowartością 70 kg złota, nieprzerwanie zasilało kasę budowy klasztoru zakonu Hieronimitów i jednocześnie panteonu królewskiego rodu Avis.
We jego wnętrzach, tuż obok narodowego wieszcza Portugalii Luísa de Camões, ustawiony został również imponujący pomnik wielkiego podróżnika, Vasco da Gamy.


Wirtualna wizyta w Klasztorze (zachęcam do oglądnięcia, naprawdę robi wrażenie)

czwartek, 2 września 2010

Nowa płyta Beto Betuka- Kurek na wietrze czyli Catavento


9 września ujrzy światło dzienne najnowsza płyta Beto Betuka - Catavento.


Znajdziemy na niej dwie kompozycje z muzyką Beto Betuka, zaśpiewane przez Annę Marię Jopek. Jedną z nich, piosenkę Niema już poznaliśmy. Druga z nich zatytułowana jest Rua dos Remédios. Opowiada o jedynej w swoim rodzaju alfamskiej ulicy, będącej prawdziwym remedium na skołatane dusze, zwłaszcza przybyszów z naszej, ciągle zabieganej części Europy.

Inną murowaną kandydatką na przebój, jest kompozycja wykonana
przez Dulce Pontes, divę portugalskiej sceny muzycznej i jedyną artystkę, której nagranie wspólnej płyty zaproponował sam Ennio Morricone.
Ta krótka historia o życiu, opowiedziana jest w trzech muzycznych językach: portugalskim z dźwiękami fado, kabowerdyjskim z pobrzmiewającym cavaquinho oraz gorącymi rytmami samby.

Innym, nieco ryzykownym pomysłem było połączenie Chopinowskiej kompozycji z brazylijskimi rytmami, jednak Beto Betuk w mistrzowski sposób odnalazł się w tych, wydawałoby się, dwóch zupełnie różnych
tradycjach muzycznych. Jest to jego ukłon w stronę wkładu Polski
do muzyki światowej.

Oprócz tego na płycie „Catavento” odnaleźć możemy kompozycję legendarnego brazylijskiego muzyka –Ivana Linsa, którego Beto jest serdecznym przyjacielem, a także kompozycje wykonywane przez Anę
Lains
– wschodzącą gwiazdę fado oraz brazylijską piosenkarkę Danielę
Procopio
.

Płyta ta, doskonała od strony muzycznej będzie dodatkowo opatrzona autorskimi zdjęciami i opisami innego przyjaciela Beto Betuka – Marcina Kydryńskiego.
Powstały one podczas ich wspólnych wędrówek po malowniczych zaułkach
Alfamy, arabskiej części Lizbony, oraz w Ajuda, blisko lizbońskiej
rezydencji portugalskich królów, której to kościół zwieńczony
jest wiatrakiem w postaci kurka na wietrze (w języku portugalskim
„Catavento”).
Symbolizuje on różnorodność i wrażliwość Beto Betuka na wpływy muzyki z różnych części świata, w tym również muzyki z naszego kraju.


01. Boa Nova feat. Daniela Procópio i Ivan Lins

(muzyka: Beto Betuk & Ivan Lins // słowa: Celso Viáfora)

02. Fado Morna de Cirandaia feat. Dulce Pontes

(muzyka: Beto Betuk // słowa: Dulce Pontes)

03. Niema feat. Anna Maria Jopek

(muzyka: Beto Betuk // słowa: Anna Maria Jopek )

04. Soraya Kê Xamá

(muzyka i słowa: Beto Betuk)

05. Sob o Céu de Lisboa

(muzyka i słowa: Beto Betuk)

06. Águas Livres

(Beto Betuk)

07. Embalar

(Filipe Lucas)

08. Rua dos Remédios feat. Anna Maria Jopek

(muzyka: Beto Betuk // słowa: Marcin Kydrynski)

09. Quase Haikai feat. Ana Laíns

(muzyka: Beto Betuk // słowa: Celso Viáfora)

10. O meu Catavento

(Beto Betuk)

środa, 11 sierpnia 2010

Królowie i szpiedzy na portugalskiej Rivierze, czyli Estoril, jakiego nie znacie.








Co wspólnego może mieć James Bond z obecnym królem Hiszpanii czy Ignacym Janem Paderewskim? Aby poznać odpowiedź na to pytanie, należy udać się na sam kraniec Europy...

Historia Estoril, portugalskiego kurortu położonego nieopodal Lizbony jest doskonałym materiałem na fascynujący film fabularny, opowiadający o czasach drugiej wojny światowej, kiedy to Portugalia była jednym z nielicznych europejskich państw zachowujących neutralność.

Fakt ten spowodowany był z pewnością wieloma różnymi czynnikami, spośród których można wymienić m.in. przebiegłość i wyrachowanie polityczne rządzącego wówczas żelazną ręką, dyktatora António de Oliveira Salazar.
Nie opowiedział się on po żadnej ze stron ówczesnego konfliktu, pozostając wierny paktowi o nieagresji i pomocy zawartej pomiędzy Portugalią i Anglią w ...1377 r. To dzięki niemu Anglicy pomogli Portugalczykom wydobyć się z politycznego chaosu, jaki zapanował w Portugalii po wygaśnięciu panującej dotąd dynastii burgundzkiej. Przyszli jej z pomocą również po inwazji Napoleona w 1807 r.
Neutralność Portugalii podczas II wojny światowej była więc kontynuacją tego, chyba najstarszego, politycznego paktu w Europie.

Ten jednak, kto sądziłby iż Salazar w wyraźny sposób sprzyjał tylko jednej ze stron, myliłby się bardzo. Wolfram, cenny surowiec, niezbędny w przemyśle zbrojeniowym, a występujący na północy Portugalii, sprzedawał zarówno aliantom, jak i nazistom. Tym pierwszym udostępnił także lotnisko na Wyspach Azorskich, zaś tajnym służbom Hitlera pozwolił na ich całkowicie bezkarne działanie na terenie całego państwa portugalskiego.

W takim oto czasie w Estoril, nadmorskim kurorcie będącym przed wojną jednym z ulubionych miejsc wypoczynku europejskiej arystokracji, miał miejsce pasjonujący spektakl. W tutejszych hotelach, m.in. w Hotel Palácio, ścierali się ze sobą m.in. agenci niemieckiej Abwehry ze swoimi brytyjskimi odpowiednikami z MI6.

W atmosferze pozornej zabawy i blichtru w pobliskim kasynie w Estoril rozgrywały się pomiędzy nimi prawdziwe podjazdowe wojny. To właśnie tutaj z niemieckimi agentami grał (i niestety przegrywał...) szpieg Jej Królewskiej Mości, Ian Fleming. I to najprawdopodobniej właśnie tutaj narodził się pomysł napisania przygód Jamesa Bonda. Pierwsza z z całego cyklu nosiła tytuł "Casino Royal", czyli Królewskie Kasyno.
Trudno o bardziej adekwatną nazwę dla miejsca, w którym bywała arystokracja całej Europy, łącznie z królewskimi rodzinami (o których za chwilę).

Wyborną zabawę bywalcom kasyna zapewniała m.in. fenomenalna piosenkarka i tancerka Josephine Baker. Rozrywka, której dostarczały jej występy, była jednak tylko przykrywką dla tajnych informacji, przemycanych w partyturach jej piosenek. Wiadomości zapisane sympatycznym atramentem na jej partyturach przewoziła z Maroka, będącego wówczas pod protektoratem francuskiego państwa Vichy, do Lizbony właśnie. Pomagała w ten sposób w komunikacji rodzącego się właśnie francuskiego ruchu oporu generała de Gaulle'a z wywiadem brytyjskim. Ślad po jej pobytach w Lizbonie dostrzec można m.in. w istniejącej do dzisiaj restauracji Primaveira na Bairro Alto. Wśród wielu fotografii sław, które odwiedziły to miejsce, jest również przedstawiająca samą Josephinę Baker...

Aby uświadomić sobie strategiczne położenie Portugalii w tym czasie, trzeba pamiętać, iż kraj ten położony jest przecież na zachodniej rubieży Europy. Z portu w Lizbonie prowadziła najprostsza droga dla wielu uciekinierów, zwłaszcza pochodzenia żydowskiego ale nie tylko, do kraju wymarzonej wolności - USA.

Klimat tamtych lat doskonale oddaje w swojej powieści "Noc w Lizbonie" Erich Maria Remarque. W sugestywny sposób odmalował on dantejskie sceny potajemnych rozmów i negocjacji umęczonych hitlerowskim terrorem ludzi, dobijających targów odnośnie swojej ucieczki z gorejącego europejskiego kontynentu.
Warto także sięgnąć po powieść "Śmierć w Lizbonie" autorstwa Roberta Wilsona. Umiejętnie połączone są w niej wątki współcześnie rozgrywającej się zbrodni z mającą z nimi bezpośredni związek historią dotyczącą handlu wspomnianym już wolframem w czasie II wojny światowej.

Do Lizbony i Estoril pierwsi uciekinierzy przybywali zresztą już przed wybuchem II wojny światowej. Przewinęły się tutaj takie postaci jak: kompozytor Bela Bartok, malarze Marc Chagall i Max Ernst.
W hotelu Atlântico w Estoril w grudniu 1940 r., przed swoim odjazdem do Ameryki, mieszkali m.in. słynny reżyser Jean Renoir oraz autor "Małego Księcia", Antoine de Saint-Exupéry. Ten ostatni przyrównał siebie i tysiące innych uciekinierów, zatrzymujących się w Estoril w drodze do Ameryki do "(...) zoo, w którym zamknięci jesteśmy niczym zwierzęta z gatunku zagrożonego wyginięciem".

Wcześniej zajrzeli tu także dramaturg i pisarz, Stefan Zweig. Tymczasowo pomieszkujący w Estoril i Lizbonie, w oczekiwaniu na amerykańską wizę do Brazylii, w której zresztą kilka miesięcy później zakończył swoje życie.
Na tą portugalską "Rivierę" zajrzał także tuż przed II wojną światową prekursor psychoanalizy, Zygmunt Freud.


Jednym z polskich akcentów w Estoril, była jesienią 1940 roku wizyta Ignacego Jana Paderewskiego. Spędził on kilkanaście dni w Portugalii przed swoim wyjazdem do USA, gdzie w ciągu ostatnich miesięcy swojego życia (zmarł w czerwcu 1941 r.) w imieniu polskiego rządu na uchodźctwie, starał się o pomoc rządu USA.

Inna fascynująca opowieść dotyczy działających w Estoril i Lizbonie byłego wiceministra spraw zagranicznych, Jana Szembeka oraz tajemniczej postaci pułkownika Jana Kowalewskiego, będącego w centrum wydarzeń związanych m.in. z tajemnicą Enigmy... Podobnie zresztą, jak i Ludomira Danielewicza, jednego z konstruktorów tej maszyny szyfrującej Enigma...

O tym jednak, jak również o królewskich lokatorach Estoril, w następnej części opowieści o Costa do Sol (Wybrzeżu Słońca) czyli portugalskiej Rivierze.


koniec części pierwszej

sobota, 24 lipca 2010

Chorinho wcale nie do płakania







Jedno z tych klimatycznych miejsc w Lizbonie, o których turyści wpadający tu na parę dni raczej nie wiedzą. A szkoda...

Zaledwie 3 min spacerkiem od katedry, w każdy wtorek (od 22.30) w siedzibie Lusitano Clube celebrowany jest jedyny w swoim rodzaju seans taneczno-muzyczny.

Gwiazdą wieczoru niezmiennie jest zespół Roda de Choro. Miejsce koncertów przez kilka ostatnich lat zmieniało się parokrotnie. Za każdym razem były to niezwykle klimatyczne punkty na muzycznej mapie Lizbony. Poniżej prezentuję Wam kilka zdjęć wykonanych podczas koncertów Roda de Choro.

Lusitano Clube, na co dzień coś w rodzaju osiedlowego klubu, leży w jak to sobie samozwańczo nazwałem, "lizbońskim muzycznym trójkącie". W promieniu kilkunastu metrów znajdują się bowiem jeszcze dwa niezwykłe muzyczne lokale: klub jazzowy - Ondajazz i jedna z najbardziej luksusowych w Lizbonie restauracja fado - Clube de Fado.

Można więc zaplanować sobie oryginalny muzyczny wieczór/noc- zacząć kolacją w Clube de Fado, potem przejść do Clube Lusitano a następnie do rana zabawić w Ondajazz...


Gra się...



... z przyjaciółmi i dla przyjaciół...


...ze skupieniem...


...tak, że palców nie widać...


...z przytupem...










































...na instrumentach dętych...


...szarpanych...










































...i na harmonii.


Wracając z tych nocnych, muzycznych atrakcji czekają na Was m.in. takie widoki...





























































Użyteczne linki:
strona Roda de Choro
blog Roda de Choro
Inni o Roda

Próbka twórczości Roda de Choro



Więcej o muzycznych atrakcjach Lizbony tutaj