niedziela, 19 lutego 2012

Polskie fado w Algarve

Poniższy artykuł zamieszczam dzięki uprzejmości portalu www.algarve.net.pl . Polecam Waszej uwadze zarówno interesujące newsy na tym portalu, jak również i muzyczne dokonania naszej rodaczki, żyjącej w mieście nad Tagiem ...


Muzyka fado, jeden z symboli Portugalii, jest wydawałoby się, raczej mało związana z samym regionem Algarve, a  jeszcze mniej z Polską. Ale jest coś, a właściwie ktoś, dzięki komu powstał ten niecodzienny związek. Mowa o polskiej artystce, Natalii Juśkiewicz, która od kilku lat z coraz większym powodzeniem pokazuje, że fado można wyrazić inaczej niż przez śpiew i że na dodatek może to zrobić ktoś, kto nie urodził się w Portugalii.
Krajobrazy Algarve, regionu Portugalii chyba najbardziej związanego z morzem, w naturalny sposób łączą się z myślą przewodnią fado, czyli saudade. Proszę więc popatrzeć i posłuchać, bo jest tu coś miłego i dla oka i dla ucha.


Natalia Juśkiewicz

Natalia Juśkiewicz urodziła się w Koszalinie, studiowała w Akademii Muzycznej w Poznaniu. W dostępnych wywiadach można przeczytać, że do Portugalii przyjechała kiedyś jako turystka na wakacje i ... uległa urokowi tego kraju (skąd my to znamy?) Zakochała się w tym miejscu, w ludziach, w tym czymś co wyraża fado. Od około 10 lat mieszka w Portugalii.
Wygląda na to że pomysł gry fado na skrzypcach przypadł do gustu Portugalczykom. Natalia Juśkiewicz jest coraz bardziej popularna w Portugalii. Odbiera nagrody, można ją spotkać w portugalskich mediach. Bierze udział w ważnych państwowych koncertach, jak na przykład ten z okazji umieszczenia fado na liście Niematerialnego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO.
W grudniu 2011 ukazała się jej pierwsza płyta zatytułowana "Um violino no fado". Teledysk, który umieściliśmy na tej stronie pochodzi właśnie z tej płyty. Został nakręcony w Algarve, w scenerii skał Ponta da Piedade niedaleko Lagos.

Czym jest fado?

Trudno opowiedzieć w kilku zdaniach czym jest fado. To typowo portugalska muzyka płynąca prosto z duszy. To pieśni wyrażające uczucie saudade, które chyba jeszcze trudniej opisać niż fado (polecamy dobry artykuł w polskiej wikipedii). Wydaje się, że fado jest przepełnione czymś w rodzaju tęsknoty, melancholii czy nawet bólu. Istnieją jednak również pieśni całkiem wesołe i skoczne, chociaż i te mają w sobie nutę nostalgii. Tradycyjnie jest wykonywane przez pieśniarza z akompaniamentem dwóch gitar.
Najbardziej znaną pieśniarką fado była Amália Rodrigues. O tym jak ważne dla Portugalczyków jest fado i kim dla nich była Amalia może świadczyć to, że kiedy zmarła w 1999 roku w Portugalii ogłoszono kilkudniową żałobę narodową a dzień jej pogrzebu był wolny od pracy.
To, czego tu słuchamy to "A Canção do Mar" ("Pieśń morza", nasze nieudolne tłumaczenie), jedna z bardziej znanych pieśni fado. Pierwotnie była śpiewana właśnie przez Amálię Rodrigues. Teraz śpiewa ją między innymi Dulce Pontes i bardziej znana w Polsce Mariza.

wtorek, 7 lutego 2012

Portugalia na Bielanach

Zachęcam do zaglądnięcia jutro (08.02.) do Bielańskiego Ośrodka Kultury. Będzie się działo ...

Wszystkie informacje na plakacie lub tutaj


poniedziałek, 26 grudnia 2011

Lizbońskie iluminacje ...

Jak co roku, w wielu miastach na całym świecie, rozbłyskują świąteczne światełka. Raz bardziej, raz mniej pretensjonalne, cieszą oko przechodniów, przypominając o bożonarodzeniowej gwieździe betlejemskiej, zwiastującej dobrą nowinę.



Również i Lizbona szczyciła się zawsze swoimi świątecznymi dekoracjami, wśród których zdecydowanie wiodła prym Avenida da Liberdade. W tym roku zaskoczyła nas chyba wszystkich. Na kilku głównych placach i ulicach (m.in.  na Rossio, Rua Augusta, Rondo Marquês de Pombal, Plac Luísa de Camões, Plac Figueira) umieszczone zostały bardzo różnorodne instalacje świetlne.
Wybrane one zostały przez komisję złożoną z przedstawicieli Urzędu Miejskiego Lizbony i Muzeum Wzornictwa i Mody (MUDE). Ich autorami są: Pedro Sottomayor, José Adrião i ADOC. 

Zobaczcie to sami. Zdjęcia autorstwa Fernando Guerra. 






środa, 7 grudnia 2011

Niezwykła Alfama - Łuk Jezusa i Cebulowe Pole

Porządkowałem właśnie swoje fotografie z Lizbony. Po raz kolejny powróciłem myślami do miejsca, zmieniającego się niczym dr Jekyll i pan Hyde. W ciągu dnia obskurne, zaniedbane, z odpadającym tynkiem, w nocy przeistacza się w tajemniczą piękność, przyciągającą do siebie niczym światło przysłowiową ćmę.

Mówię o miejscu, w którego okolicy króluje obecnie niepodzielnie muzyka (o tym fakcie jednak za chwilę). Arco de Jesus, czyli Łuk Jezusa, położony jest na obrzeżach Alfamy. Całkiem niewykluczone Drogi czytelniku, że i Ty, spacerując po Lizbonie, nie raz korzystałeś z tego przejścia.
Pomimo iż od dawna czułem do tego miejsca specjalny sentyment, dopiero od niedawna poznałem jego historię.
Warto bowiem wiedzieć, wychodząc stąd z labiryntu uliczek Alfamy, iż setki lat przed nami, wchodzili przez niego również inni mieszkańcy Lizbony, wtedy zwanej al-Lixbuna. Mówię oczywiście o muzułmańskich Berberach, zwanych potocznie Maurami. Osiedlili się oni na terenie nieomal całego Półwyspu Iberyjskiego na początku VIII w.
Dzisiejsze Arco de Jesus było wtedy jedną z kilkunastu bram w murach obronnych otaczających ówczesną mauretańską Lizbonę. Można sobie łatwo wyobrazić, że zanim została sforsowana przez wojska pierwszego portugalskiego króla, Alfonsa Henryka, musiało w jej obronie polec wielu ludzi po obu stronach tego muru...
Warto tutaj dodać, iż oblężenie Lizbony trwało od 1 lipca do 25 października 1147 r. i gdyby nie pomoc wojsk krzyżowców, podążających na tzw. drugą wojnę krzyżową (1147-1149 r.) nie wiadomo, jakby się potoczyła historia Lizbony. Krzyżowcy oprócz sporych łupów, wynieśli zapewne satysfakcję z udanej akcji zbrojnej, czego (tak na marginesie) niestety nie mogli powiedzieć o całej wyprawie krzyżowej, zakończonej kompletną klapą.




foto: Janusz St. Andrasz






















Powróćmy jednak do naszego Łuku Jezusa i jego okolic. To jedyna z kilkunastu bram, jakie posiadała otoczona murem średniowieczna Lizbona. Zarówno jej architektura, jak i nazwa na przestrzeni wieków, zmieniała się. Nazywana była np. Bramą Morza czy Furtą Hrabiego Linhares. Ostatecznie w XVII w. przyjęła nazwę Łuku Jezusa, zapewne od umieszczonego nad nią panelu przedstawiającego Dzieciątko Jezus.

Cała Alfama również przechodziła różne koleje losu. Po zdobyciu jej przez połączone siły Portugalczyków i krzyżowców, stała się siedzibą króla (który zainstalował się na Zamku, ochrzczonym potem mianem św. Jerzego) i portugalskiej arystokracji. Stąd właśnie oprócz plątaniny wąskich uliczek można tutaj odnaleźć, zaniedbane zazwyczaj ale istniejące do dzisiaj (szczęśliwy kraj, który omijany jest od stuleci przez wielkie światowe zawieruchy...) rezydencje portugalskich magnatów.
Do samego Arco de Jesus przylega Pałac Hrabiów Coculim, obecnie opuszczony, służący niegdyś za zbrojownię potężnej rodziny Mascarenhas. Do dziś na rogu zrujnowanego budynku widnieje herb tej zasłużonej dla kraju rodziny.

foto: Gastão de Brito e Silva




Kilkadziesiąt metrów dalej, znajduje się Dom Hrabiów Linhares.
W domu tym pod koniec swojego życia mieszkał, korzystając z gościnności gospodarzy, twórca narodowej epopei, Luís Vaz de Camões (ok. 1524-1580 r.). Obecnie mieści się tu jedna z najbardziej ekskluzywnych restauracji fado w Lizbonie.
Inna z nich, Clube de Fado położona jest przy Rua São João da Praça, nieomalże dokładnie naprzeciw schodów, którymi wychodzi się pod Arco de Jesus w kierunku pobliskiego Campo das Cebolas (Cebulowe Pole).
Przy nich usadowił się inny muzyczny klub, znany wszystkim miłośnikom jazzu w Lizbonie- Onda Jazz. W tym byłym składzie kawy, Francuz Thierry Riou wraz ze wspólnikami wyczarował niezwykłą klubo-restaurację.
Do niedawna w pobliskim Clube Lusitano dawała klimatyczne koncerty grupa Roda de Choro de Lisboa Obecnie koncertują w Casa de Lafões w sąsiedniej dzielnicy- Baixa.

Muzyka to specjalność dzisiejszej Alfamy, a z czego słynęła kiedyś? Z doskonałej wody, którą dostarczała sporej części całej Lizbony!
W zasadzie o tym fakcie podpowiada nam już sama nazwa Alfamy, wywodząca się z arabskiego słowa al-hamma, czyli gorące źródło, łaźnia.
W czasach, kiedy miasto nie miało jeszcze sieci wodno-kanalizacyjnej, tzn. do momentu wybudowania lizbońskiego akweduktu w roku 1748, wodę czerpało się z publicznych ujęć wody. Źródła krystalicznie czystej, mineralnej nawet wody, występowały w kilku miejscach na Alfamie. Wodę o temperaturze niekiedy nawet 30 st.Celsjusza, wykorzystywano także do zasilania nią publicznych łaźni.

Do dzisiejszych czasów zachowało się tylko jedno z takich ujęć wody - kilkaset metrów od Campo das Cebolas. Budynek przy Rua dos Cais de Santarém, w który wmontowane są trzy z istniejących tu niegdyś sześciu kranów, zwraca uwagę przechodniów urodą swojej architektury.


Okolice Chafariz D'El Rei kiedyś i obecnie


W tym miejscu znajdowała się fotografia.
Ze względu na zgłoszone przez blogger.com zastrzeżenie odnośnie tego posta oraz czasowe jego zablokowanie (bez podania uzasadnienia, czy chodzi o tekst, czy też zamieszczone zdjęcia), byłem zmuszony usunąć z bloga niektóre zdjęcia, mimo iż było podane źródło, z którego je zaczerpnąłem. Oświadczam, że pozostałe zdjęcia są mojego autorstwa, bądź mam zgodę na ich umieszczenie od ich autora, bądź pochodzą z ogólnodostępnej strony hotelu, do którego strony internetowej podałem stosowny link i który dzięki mojemu postowi uzyskał bezpłatną reklamę.
Ponieważ blogger.com nie odpowiedział na moje dwa maile z prośbą o poinformowanie mnie, czego dotyczą ich zastrzeżenia, uważam iż w obecnym stanie, post będący mojego autorstwa, może zostać ponownie opublikowany.







Z miejscem tym związana jest ciekawa opowieść. Pomimo iż tego typu publicznych ujęć wody było w całej Lizbonie więcej, zawsze miały miejsce wokół nich bójki i kłótnie chętnych do nabrania zapasu wody. Ustawowo więc przypisano różne stany do sześciu różnych ujęć wody: z pierwszego wodę mogli czerpać jedynie mężczyźni: Mulaci, Murzyni i Hindusi (pamiętajmy, iż Portugalia posiadała w owym czasie olbrzymie kolonie i Lizbona była w pełnym tego słowa międzynarodowym miastem), z drugiego jedynie mężczyźni pływający na galerach, z trzeciego i czwartego Murzynki, Mulatki i Hinduski, zaś z piątego i szóstego białe kobiety i dziewczęta.

Jeśli dobrze się przyjrzymy ścianie, z której wychodzą ostałe się ujęcia wody, zobaczymy medaliony przedstawiające załadunek królewskich karawel we wodę. Koryto rzeki Tag znajdowało się bowiem pierwotnie nieco bliżej obecnego Placu Św. Rafaela , przy którym położone są Źródła Króla (Chfariz D'El Rei), jak nazywano to ujęcie wody.

W tym miejscu znajdowała się fotografia.
Ze względu na zgłoszone przez blogger.com zastrzeżenie odnośnie tego posta oraz czasowe jego zablokowanie (bez podania uzasadnienia, czy chodzi o tekst, czy też zamieszczone zdjęcia), byłem zmuszony usunąć z bloga niektóre zdjęcia, mimo iż było podane źródło, z którego je zaczerpnąłem. Oświadczam, że pozostałe zdjęcia są mojego autorstwa, bądź mam zgodę na ich umieszczenie od ich autora, bądź pochodzą z ogólnodostępnej strony hotelu, do którego strony internetowej podałem stosowny link i który dzięki mojemu postowi uzyskał bezpłatną reklamę.
Ponieważ blogger.com nie odpowiedział na moje dwa maile z prośbą o poinformowanie mnie, czego dotyczą ich zastrzeżenia, uważam iż w obecnym stanie, post będący mojego autorstwa, może zostać ponownie opublikowany.




Budynek nad Źródłami Króla to eklektyczny pałacyk, zwany Palacete Chafariz D'El Rei. Niedawno, po gruntownym remoncie, otwarty w nim został butikowy hotel, z sześcioma eleganckimi apartamentami, który wzbogacił ofertę nietypowych hoteli w centrum Lizbony.


W tym miejscu znajdowała się fotografia.
Ze względu na zgłoszone przez blogger.com zastrzeżenie odnośnie tego posta oraz czasowe jego zablokowanie (bez podania uzasadnienia, czy chodzi o tekst, czy też zamieszczone zdjęcia), byłem zmuszony usunąć z bloga niektóre zdjęcia, mimo iż było podane źródło, z którego je zaczerpnąłem. Oświadczam, że pozostałe zdjęcia są mojego autorstwa, bądź mam zgodę na ich umieszczenie od ich autora, bądź pochodzą z ogólnodostępnej strony hotelu, do którego strony internetowej podałem stosowny link i który dzięki mojemu postowi uzyskał bezpłatną reklamę.
Ponieważ blogger.com nie odpowiedział na moje dwa maile z prośbą o poinformowanie mnie, czego dotyczą ich zastrzeżenia, uważam iż w obecnym stanie, post będący mojego autorstwa, może zostać ponownie opublikowany.