poniedziałek, 19 września 2011

Dziennik podróży do Portugalii

Znalazłem dzisiaj interesującw wspomnienia z podróży do Portugalii, napisane przez Roberta Stoszka. W ciągu 18 dni zjechał on nieomal 1000 km, odwiedzając dwa regiony tego kraju - Alentejo i Algarve. Pozwalam sobie zamieścić tutaj fragment, zachęcając do przeczytania całości na portalu kolumber.pl

2010-10-20 - 2010-11-08

Zachody słońca wprost ze świata końca

Typ: Blog z podróży

PROLOG 2010-10-20


Patrzę na krople deszczu miarowo spływające po szybie, ściekające następnie wartkim strumykiem po okiennym parapecie. Szaruga i smuta. I tak regularnie prawie dzień po dniu. Nawet pies znużony leży na dywaniku, zniechęcony wizją spaceru w takich warunkach pogodowych. Koniec października i listopad to miesiące, które najczęściej określa się jako najmniej miłe dla człowieka naszych szerokości geograficznych. Rutyna dnia codziennego, w połączeniu z atmosferą panującą na zewnątrz, działa zazwyczaj niezwykle depresyjnie na ludzi. Ale nie dla mnie. Mnie się gęba cieszy, bo wiem, że jak co roku o tej porze, wyjeżdżam lada dzień doświadczać innego października bądź listopada, bardziej przyjaznego, tchnącego euforię i radość w codzienną szarugę, a przede wszystkim pozwalającego na uchwycenie w lico zapomnianych już promyków słonecznych. Jakże często niedocenianych podczas innych, znacznie przyjaźniejszych, okresów wiosennych czy letnich.
Tym razem uderzam na koniec świata i choć kolokwialnie mówiąc końców świata tyle, ile mówców o nich traktujących, to jednak miejsce, w które jadę od zawsze określane było tym terminem. Od czasów bowiem starożytnych, nasza europejska cywilizacja, a ona uważaną była, często jakże niesłusznie, za jedyną pragmatyczną i wyznaczającą ramy ludzkości, za piewcę postępu kulturowego i jedynie właściwą drogę życia, traktowała zachodni rąbek fartuszka Europy za koniec świata. Tutaj zachodziło słońce, na zachód stąd w morzach żyły straszne potwory, tutaj europejska wiedza o świecie się kończyła. Nie dziwota więc, że Portugalia, o niej tutaj piszę, zajmując najzachodniejszy zachód Starego Świata, była miejscem, w które zapuszczać się było średnio przyjemnym. Wszak nikt nie chciał obcować tak blisko owego końca świata. I tak było od czasów starożytnych, średniowiecznych, poprzez epokę wielkich okryć, w których sama Portugalia królowała, starając się zwrócić uwagę europejskiej braci na swą obecność na mapach, aż po dzień dzisiejszy. Świat się powiększył, mapa zaokrągliła, egzotyka wkroczyła w naszą świadomość swymi marzeniami, a Portugalia, jak była tak jest i dzisiaj jednym z najmniej znanych zakątków naszego kontynentu.
By się przekonać dlaczego tak jest, postanowiłem, wykorzystując ryanairowską promocję cenową, uderzyć właśnie w owe okolice, w miejsce gdzie słońce (a przynajmniej to europejskie) spotyka się z morzem na końcu swej codziennej wędrówki. Miejsce to, przynajmniej dla mnie, było do tej pory zupełnym terra incognita, a od zawsze lub jeszcze dłużej stanowiło jedno z topowych podróżniczych marzeń. Zebrałem czteroosobowy team i przystąpiliśmy do opracowywania planu naszych portugalskich wojaży. Mimo ambitnych wizji snujących się po głowie, nasza koncepcja coraz bardziej ulegała okrojeniu, próbując znaleźć kompromis między naturą leniwszą i żądną relaksu (głównie plażowego), a marzeniami o aktywności, przygodzie, kroczeniu śladem bogatego dziedzictwa portugalskiej historii, zwłaszcza okresu arabskiej dominacji w tym regionie i średniowiecza.
Tym samym, będąc ograniczonym tygodniowym okresem, po rozważeniu przesłanek racjonalnych, logistycznych, wreszcie często zupełnie egoistycznych, zwłaszcza ze strony mojej osoby, padło na dwa, jakże diametralnie się różniące i tym samym idealnie pasujące do naszych planów regiony Portugalii – najbardziej turystyczny Algarve oraz najdzikszy, ale ukazujący obraz takiej starej, prawdziwej Portugalii – największy jej region Alentejo.(...)

środa, 24 sierpnia 2011

Opowieść trzecia. Ekskrólowie i skarby Pana Pięć Procent.

Jednym z mało znanych, chociaż przecież przez nikogo nie skrywanych klejnotów lizbońskich, jest niewątpliwie Muzeum Gulbenkiana. Cóż to za muzeum i skąd to, wybitnie nie-portugalskie nazwisko w jego nazwie?

Aby zrozumieć dobrze, jak doszło do powstania jednego z mniejszych ale jednicześnie i najciekawszych muzeów w Europie, powinniśmy przyjrzeć się bliżej, co działo się w Portugalii podczas drugiej wojny światowej i bezpośrednio po niej. 
Przenieśmy się więc na początek do czasów drugiej wojny światowej. Europa jest nieomalże bez reszty ogarnięta gorączką wojny, podzielona na dwa wrogie sobie obozy. Portugalia jest jedną z nielicznych wysepek spokoju na naszym kontynencie.

Spokój to oczywiście względny i pozorny – wywiady aliantów z jednej i nazistów z drugiej, prowadzą pomiędzy sobą prawdziwe wojny podjazdowe. Oprócz Lizbony, głównym miejscem tych szpiegowskich potyczek były nadmorskie kurorty Cascais i Estoril. Zwłaszcza w tym ostatnim miejscu, w którym mieszkałem przez dobrych parę lat, mają miejsce sceny godne scenariusza dobrego sensacyjnego filmu. Oprawa ich była naprawdę godna - rozgrywały się bowiem w cieniu eleganckich hoteli oraz słynnego kasyna w Estoril. Obserwacje poczynione w nim posłużyły do napisania pierwszej części powieści, która następnie dała początek jednej z najsłynniejszych na świecie serii filmów. 

plaża Tamariz w Estoril nocą ; źródło:własne

Powieść tą pisał tutaj pewien angielski dżentelmen, spędzając całe dni w kasynie w Estoril, oczywiście w służbie jego Królewskiej Mości … Był nim Ian Fleming, twórca postaci Jamesa Bonda.To właśnie zawiłe rozgrywki pomiędzy różnymi wywiadami, rozgrywające się w kasynie w Estoril i pobliskim hotelu Palacio, stały się kanwą do napisania powieści Casino Royale, będące jak się potem okazało, początkiem nader udanej serii o przygodach Agenta 007.

kasyno w Estoril dzisiaj; źródło: własne


Po zakończeniu wojny Estoril i Cascais zaroiły się z kolei przeróżnymi uciekinierami, m.in. z krajów które dostały się pod dominację sowiecką, czy z innych krajów, których ustroje uległy zmianie.

Wśród tych uciekinierów znaleźli się byli dyktatorzy (jak węgierski regent, Miklós Horthy), hrabia Barcelony z rodziną (w tym swoim synem, obecnym królem Hiszpanii – Juanem Carlosem), były car Bułgarii ze swoją żoną i dziećmi, m.in. Symeonem, który w latach 2001 – 2005 był premierem tego kraju (ciekawostka- jednocześnie premierem i carem), Karol II - były król Rumunii, były król Włoch- Humbert II, przez chwilę rezydował tu także eks król Anglii, Edward VIII ze swoją amerykańską żoną, panią Simpson.

Jak mi opowiadali starsi mieszkańcy Estoril, bywało i tak, że wchodząc np. do słynnej lodziarni Santini, można było spotkać siedzących przy jednym stoliku kilka zdetronizowanych głów. Nie zabrakło tutaj również i polskich akcentów. Długoletnią rezydentką wspomnianego już hotelu Palacio, była Izabela Szembek, żona polskiego dyplomaty, hr. Jana Szembeka, który zmarł w Estoril w roku 1945.

Miałem zresztą przyjemność poznać niektórych potomków tych rodzin, które bądź to mieszkają tu dalej, bądź z sentymentu regularnie odwiedzają Estoril. I tak np. mało kto wie, że siostra Symeona, cara i ex-premiera Bułgarii, jest żoną Polaka pochodzącego z Katowic. Z kolei siostra króla Hiszpanii, Infantka Margarida bardzo lubi nasz naród i przywitała mnie poprawnie wymówionym „Dzień Dobry” :)

Właśnie w takich to czasach, w połowie II wojny światowej, do Portugalii przybył wśród wielu różnych uciekinierów pewien bajecznie bogaty człowiek. Był nim ormiański przedsiębiorca, Calouste Gulbenkian. 

Pan Gulbenkian był również nazywany „Panem Pięć Procent”. Wyznawał on bowiem filozofię „Lepszy mały kawałek wielkiego tortu niż duży małego”. Przejawiało się to tym, że swoje pierwsze duże pieniądze zarobił w roku 1907 zadawalając się pięcioma procentami udziału w firmie, której był współzałożycielem – Royal Dutch Shell (ktoś nie zna firmy Shell...?).

W 1912 założył Turkish Petroleum Company, konsorcjum największych europejskich spółek naftowych, które miało wyłączność na eksploatację pól naftowych w … obecnym Iraku. Tutaj również zadowolił się „marnymi 5%. Stąd zyskał przydomek Pan Pięć Procent

Przed przybyciem do Portugalii mieszkał we Francji, którą jak wiadomo, w roku 1940 zajęli naziści. Pan Gulbenkian zdążył jednak spokojnie przenieść swoje imperium i aktywa poza Europę i przyjechał do Lizbony. Wynajął sporą część jednego z najbardziej luksusowych hoteli w Lizbonie i … mieszkał tam przez kilkanaście lat, aż do swojej śmierci w roku 1955 r.


Mieszkało mu się chyba całkiem nieźle, towarzystwo miał, jak już wiemy, iście królewskie, dlatego postanowił, jak mówią Portugalczycy, z wdzięczności dla nich, założyć w tym kraju fundację, zarządzającą kolekcją sztuki, którą zbierał przez całe swoje życie.

Prawda jest nieco inna- twardy negocjator, jakim niewątpliwie był Gulbenkian, sondował możliwości spokojnego zabezpieczenia sobie starości w różnych krajach, zwłaszcza we Francji, jednak krótko mówiąc, Francja przegrała z Portugalią, będąc bardziej skąpą i mającą zamiar obedrzeć ze skóry pana Pięć Procent w stopniu o wiele większym, aniżeli zaoferowała mu to Portugalia...

Dlatego też w rok po śmierci Gulbenkiana, powstała w Lizbonie fundacja jego imienia. Najważniejszą, choć nie jedyną formą jej działalności było założenie muzeum, w którym udostępniono bogate zbiory, zgromadzone przez tego, w swoim czasie jednego z najbogatszych ludzi na świecie.


Calouste Gulbenkian



René Lalique

















 Wśród kilku kolekcji, jakie możemy zobaczyć w Muzeum Gulbenkiana, jedną z najbardziej oryginalnych jest z pewnością kolekcja biżuterii i szkła Rene Laliqua, francuskiego mistrza jubilerstwa.
Jest o tyle interesująca, że panowie Gulbenkian i Lalique znali i przyjaźnili się przez prawie że 50 lat i wszystkie prace Laliqua Gulbenkian nabył bezpośrednio od niego. a Jest ich około 80 różnych obiektów- biżuterii, sreber i szkła.





Zobaczmy kilka najciekawszych przykładów kunsztu Laliquea, zgromadzonych w muzeum Gulbenkiana.






 
zdjęcia pochodzą ze strony muzeum  www.museu.gulbenkian.pt

Co oprócz kolekcji Lalique'a czeka na nas w Muzeum Gulbenkiana?


Wspomnienia - Artystyczna Luzomania z 19 sierpnia

Dzięki uprzejmości agencji PR Sigma, chciałbym podzielić się z Wami kilkoma zdjęciami z naszego piątkowego spotkania w Klubie U Artystów, poświęconego luzo - kulturze i sztuce. Jednocześnie dziękuję wszystkim, którzy pomogli w przygotowaniu tejże imprezy: gospodarzowi (Klub U Artystów), Smakom Portugalii, Turismo de Portugal i Pawłowi Kowalskiemu  a także licznie przybyłym fanom Portugalii i Luzomanii.














poniedziałek, 22 sierpnia 2011

Opowieść druga. Nanban, Barbarzyńca z Południa

Portugalskie kolonie w XVI, XVII i XVIII wieku rozpościerały się na kilku kontynentach, w tym również w Azji. Mnie szczególnie zaciekawiła wizyta Portugalczyków w Japonii, ponieważ byli oni pierwszymi Europejczykami, którzy tam dotarli a po wtóre, fakt ich przybycia został udokumentowany w ciekawy sposób.

1543 r. w wyniku sztormu, trzy portugalskie statki handlowe nieco zabłądziły… i w ten nie do końca zamierzony sposób trafiły do brzegów Japonii. Swoim przybyciem wzbudziły one ogromną sensację. Japonia rozwijała się bowiem nieomalże w całkowitej separacji od reszty świata a już na pewno nie znano tu w ogóle Europejczyków. Zyskali sobie oni nazwę nanban - "barbarzyńców z Południa".

Moment przybycia Portugalczyków do Japonii oraz ich pierwsze kontakty z tubylcami, zostały ukazane właśnie przez tych ostatnich i to w dość oryginalny sposób. Żartobliwie nazwałem go sobie XVI – wiecznymi komiksami. Tyle że zamiast na papierze, użyto do tego celu, popularnych w tej części świata ... parawanów!

Ich najbogatszy zbiór znajduje się oczywiście w Japonii, lecz również i Lizbona może pochwalić się paroma egzemplarzami tych ozdobionych metodą laki biombos, czyli po portugalsku - parawanów.

Zobaczmy jak wygląda jeden z nich, wystawiany w Muzeum Sztuki Dawnej w Lizbonie. (proszę kliknąć na link, z listy po lewej wybrać Arte Namban)

Najpierw ze szczegółami namalowane zostały ogromne, o nieznanej dla Japończyków konstrukcji, portugalskie statki.





















Następnie wysiedli z nich obco wyglądający ludzie, o białej karnacji skóry, z ogromnymi (jak na Japończyków) nosami (co zostało zresztą skrzętnie odmalowane na parawanowych malowidłach).








Za ludźmi na ląd wyprowadzono również nieznane w Japonii zwierzęta, jak np. słonie czy lamparty.


Jeden z japońskich kronikarzy w ten sposób scharakteryzował portugalskich przybyszów: „ Prości ludzie o nieokrzesanych manierach, plączący się tam i z powrotem ale nie czyniący nikomu krzywdy.”

Ci „prości ludzie” znaleźli bardzo szybko wspólny język z Japończykami. Był nim handel. Japończycy jakiś czas wcześniej zakazali wymiany handlowej z Chinami a sprytni Portugalczycy tą lukę natychmiast wypełnili, dowożąc z Chin do Japonii bardzo pożądany towar, jakim były m.in. chińskie jedwabie. Dodatkowo zajęli się handlem przyprawami, oliwą, winem, suszonymi owocami, wymieniając je na występujące w Japonii srebro. To dzięki tejże wymianie handlowej, mała japońska osada Nagasaka zamieniła się w duże centrum handlowe.


Wróćmy jednak do opisywanych "parawanowych komiksów". Ogromne zainteresowanie wzbudziła także, nieznana dotąd na japońskich wyspach, broń palna, tzw. arkebuzy.


arkebuz z epoki Edo; źródło-http://www.shibuiswords.com/namban.htm
                                    arkebuz Tanageshima; źródło-http://www.shibuiswords.com/namban.htm



Japończycy nie tylko ją kupowali od Portugalczyków ale wkrótce sami zaczęli ją produkować i to w wersji udoskonalonej. Kilkadziesiąt lat później Japonia używała już broni palnej w nieporównywanie większym zakresie, aniżeli jakikolwiek kraj europejski.

http://www.forensicfashion.com/1702JapaneseSamuraiArmor.html


Podobnie rzecz miała się ze zbrojami a zwłaszcza hełmami. Mało kto wie, że charakterystyczne japońskie hełmy, doskonale znane wszystkim miłośnikom filmów o samurajach, zapożyczone zostały właśnie z portugalskiego uzbrojenia.











Uwadze japońskiego artysty nie umknęli również murzyńscy niewolnicy ...


jezuici w czarnych sutannach ...


oraz noszone przez Barbarzyńców z Południa" fryzury, stroje, w tym nakrycia głowy ...



Po przybyciu Portugalczyków do Japonii, wśród tubylców zapanowała prawdziwa europomania. W roku 1582 przebywało nawet w Europie pierwsze poselstwo japońskie, będąc gościem m.in. papieża. Również i Europejczycy zaczęli zachwycać się Japonią.
Późniejszy święty, głoszący od połowy XVI w. Ewangelię w Japonii, jezuita Franciszek Ksawery, stwierdził, że „Sądząc po ludziach, których do tej pory spotkaliśmy, Japończycy są najlepszą rasą z dotychczas odkrytych i nie sądzę żeby pośród pogańskich nacji znalazła się jakaś im równa”. Charakterystyczna była także inna opinia o Japończykach, wydana przez hierarchę katolickiego, biskupa Alessandro Valignano : „Lud w Japonii nie jest tak ciemny i nieokrzesany jak w Europie. W większości swojej są rozumni, dobrze wychowani i łatwo przyswajają wiedzę”
Zdanie to, w czasach kiedy wśród Europejczyków rozpowszechnione było przekonanie o wyższości własnej kultury nad innymi, doprawdy więcej niż interesujące.

Jak więc widzimy, w Japonii bardzo szybko rozprzestrzeniała się religia katolicka. Na początku XVII w na wyspach japońskich było już ok. 2 mln japońskich katolików! Niestety księża zaczęli mieszać się do lokalnej polityki i oprócz pozyskiwania nowych owieczek dla Kościoła, często trudnili się szpiegostwem, zarówno politycznym, jak i gospodarczym, co spowodowało w połowie XVII w. prześladowania chrześcijan i praktycznie zejście tej religii do podziemia na następne 200 lat...

Wcześniej jednak wzajemne kontakty spowodowały również, iż języki portugalski i japoński, zapożyczyły niektóre ze swoich wyrazów:

z języka japońskiego do portugalskiego:

Biombo (byobu) – parawan

Catana (katana) – maczeta


Z języka portugalskiego do japońskiego:

Bateren (padre) – ksiądz

Arukooru (alcool) - alkohol

Bidoro (vidro) – szkło

Birodo (veludo) – aksamit

Botan (botão) – guzik

Joro (jarro) – dzbanek

Karuta (carta) – karta do gry

Kappa (capa) – peleryna

Konpeito (confeito) – cukierek

Kirisutan (cristão) – chrześcijanin

Oranda (Holanda) – Holandia

Pan (pão) – chleb

Shabon (sabão) – mydło

Tabako (tabaco) – papieros

Tempura (tempero,têmpuras) – przyprawiać, przyprawa

Zatrzymajmy się na chwilę przy wyrazie tempura. Przy obecnie panującej w Polsce popularności na kuchnie orientalne, słówko to znane jest zapewne wielu naszym rodakom. Tym większe jest więc ich zdziwienie, kiedy dowiadują się, że nie jest ono pochodzenia japońskiego a portugalskiego!

Są na temat pochodzenia tego wyrazu dwie teorie. Jedna z nich mówi, iż japońskie słowo tempura zapożyczone zostało od portugalskiego temperar, czyli przyprawiać. Inna z teorii głosi, iż swoje źródło ma ona w powiedzeniu "ad tempora quadragesimae", czyli czasu Wielkiego postu, czy też słowa têmporas, oznaczającego w języku portugalskim liturgicznie ustanowione dni bezmięsnych posiłków.

Mówiąc o kontaktach Portugalii i szeroko pojętego Orientu, trzeba pamiętać, że Portugalczycy mieli swoje kolonie bądź przynajmniej faktorie, służące do wymiany handlowej, w wielu krajach Azji: w Chinach (Macau), w Indiach (Goa, Bombaj), na Cejlonie, Malediwach.

Doskonałą okazją do zapoznania się z tym tematem, jest odwiedzenie otwartego kilka lat temu Muzeum Orientu w Lizbonie.

Wśród wielu eksponatów, zaintrygowała mnie niezwykła kolekcja polityka i kolekcjonera sztuki, Manuela Teixeira Gomesa. Dowiedziałem się, że są to tzw. pojemniczki inro, służące do przenoszenia różnych substancji i małych rzeczy, jak np. lekarstw. Chowane były w nie mniej wymyślne małe pojemniczki, nazywane netzuke.














Ciekawostką jest fakt orientalizacji strojów katolickich kapłanów, szerzących nową wiarę w Azji.

China Art collecting from eastern Asia / Coleccionismo de Arte da Ásia Oriental China by LisbonVisitor...
China Art collecting from eastern Asia / Coleccionismo de Arte da Ásia Oriental China, a photo by LisbonVisitor... on Flickr.

Warto  więc będąc w Lizbonie, zainteresować się tą częścią przebogatych zbiorów tutejszych muzeów, które traktują o obecności i wzajemnych wpływach Europejczyków (w tym konkretnym przypadku głównie Portugalczyków) i Orientu.


Narodowe Muzeum Sztuki Dawnej (Museu Nacional de Arte Antiga)
Muzeum Orientu (Museu do Oriente)


interesujący artykuł o początkach religii katolickiej w Japonii